Architekt wnętrz to zawód, którego popularność od kilku lat nieustannie rośnie. Coraz częściej pojawiają się pytania: jak ta praca wygląda? Jaki kierunek studiów, na jakiej uczelni najlepiej wybrać? Jak wygląda droga do własnej pracowni? Ciekawością wykazują się nie tylko osoby, które same rozważają karierę w tej branży, ale też osoby, które nie zamierzają się z nią wiązać. Po prostu kochają wnętrza i chętnie dowiedzą się, jak faktycznie wygląda praca projektanta. Bo to, że nie wygląda tak jak w telewizji, to chyba wam nie muszę mówić…? 😉 Jak wygląda sam proces projektowy i współpraca z klientami to też jedno z najczęściej zadawanych pytań przez moich klientów.
 
Jeśli masz w sobie taką ciekawość, ta seria wpisów jest dla ciebie! Na początek omówimy sobie jak wygląda proces projektowy z perspektywy architekta wnętrz (artykuł poniżej). Czyli ta główna, najciekawsza (?) część mojej pracy. W następnym wpisie opowiem wam o tym jakie inne elementy składają się na pracę projektanta. Szczególnie tego samodzielnego – freelancera lub właściciela firmy, ale nie tylko. Będą to między innymi: wizyty na budowie, współpraca z wykonawcami, obecność na targach, obserwowanie trendów, rynku, ofert sklepów i producentów. W ostatnim wpisie z serii opowiem o tym, jak wygląda prowadzenie własnej pracowni projektowej. Bo na to, jak możecie się domyśleć, składa się jeszcze więcej elementów 😉 De facto mój tydzień pracy i ilość obowiązków są teraz dość drastycznie różne w porównaniu do tego, co robiłam jeszcze 2 lata temu na etacie. Zrobię wam spoiler: według mnie jest to zmiana bardzo na plus! Jeśli będziecie zainteresowani, opowiem wam też o tym, jak wyglądała moja droga od pomysłu „a może by tak projektować wnętrza” do dnia dzisiejszego, czyli własnej firmy. Dajcie znać czy taka tematyka was interesuje 🙂
 
 

Proces projektowy

 
Jednym z najczęściej zadawanych pytań przez klientów na początku współpracy jest pytanie o to, jak wygląda proces projektowy? Jak przebiega? Ile czasu zajmuje? Dzisiaj opowiem wam dokładnie jak to wygląda z perspektywy architekta wnętrz. Trochę uchyli to też rąbka tajemnicy jak wygląda główna część pracy projektanta. Jeśli jesteś tego ciekawy, a może nawet sam rozważasz karierę w tej branży, zapraszam do czytania dalej! 🙂
 
Oczywiście w każdej pracowni, u każdego architekta będzie to wyglądało inaczej. Część elementów będzie wspólna, ale też sporo może się różnić. Jeśli planujesz pracę jako samodzielny architekt wnętrz, możesz rozplanować ten proces wedle uznania. Poniżej opisuję, jak wygląda u mnie praca nad projektem kompleksowym. 
 
 

1. Pierwsze spotkanie

Rozpoczynając pracę nad danym projektem, zawsze zaczynam od ustalenia dokładnych wytycznych projektowych. Jeśli klienci mieszkają w Krakowie, spotykam się z nimi osobiście, jeśli gdziekolwiek indziej, spotykamy się na Skypie. Na początku zwykle staram się dopytać o budżet na wykończenie, bo on mocno wpływa na dalsze ustalenia. Dzięki tej wiedzy mogę zasugerować materiały i rozwiązania adekwatne do kwoty, jaką klienci chcą wydać. Dopytuję też o ogólne wytyczne wizualne: jakie podobają się style, kolory, materiały? Jeśli uda się wcześniej zebrać inspiracje do projektu, dopytuję co podoba się w nich najbardziej, które z nich najlepiej trafiają w gust. Oprócz ustalania ogólnych wytycznych, zadaje też sporo szczegółowych pytań. Choćby nie wiem jak dobrze klienci byli przygotowani do tej rozmowy, zawsze w którymś momencie pojawia się zaskoczenie: „Ojej, o tym nie pomyśleliśmy” ;). Ilość pytań, które można zadać, jest naprawdę ogromna. Poniżej kilka przykładów:
– jakiej wielkości powinien być stół jadalniany? Na ile osób? Rozkładany? Jeśli tak, ile osób ma przy nim usiąść po rozłożeniu? 
– czy preferujecie państwo sofę masywną, czy na nóżkach? 
– czy zlew ma być jedno-, półtora- czy dwukomorowy? Z ociekaczem czy bez? Nakładany czy podwieszany? Jakiś preferowany kolor? 
– czy wolicie państwo umywalkę okrągłą, prostokątna? Stojącą na blacie, wpuszczaną, podwieszaną? Białą czy jakiś bardziej nietypowy kolor? 
 
Oczywiście na część tych pytań odpowiedź będzie brzmiała „obojętnie”, „nie mamy zdania” albo „proszę wybrać to, co będzie lepiej wyglądało”. Wtedy postanawiam z klientami, że zrobię tak, żeby było dobrze 🙂 i spójnie z całą resztą.
 
Dlaczego tyle pytań? I czemu nie praktykuję ankiet jak wielu projektantów? Otóż często w tych rozmowach ważniejsze jest to, co powiedziane między pytaniami. Albo jak powiedziane. Jest bardzo duża różnica pomiędzy „jesteśmy bardzo przywiązani do wizji x, musimy to mieć” a „chcielibyśmy, ale nam na tym nie zależy. Jeśli nie będzie wyglądało dobrze z resztą to proszę tego nie dawać.” Moim zdaniem ankiety mogą być przydatne jako punkt wyjścia, ale raczej nie zastąpią rozmowy face-to-face. Choćby miała się odbyć poprzez monitory 😉 
 
 
 
Na pierwszym spotkaniu staram się również omówić inspiracje. Jest to ważna kwestia, bo jak pokazuje mi doświadczenie, czasem klientom podobają się dane wnętrza z zupełnie innych przyczyn niż mi się początkowo wydaje. Dlatego ważne jest, żeby ustalić co konkretnie się podoba. Czy generalny styl? Generalna kolorystyka? A może jedna mała lampa gdzieś w tle, a cała reszta się nie podoba? 🙂 Czasem zdarza się, że nie mamy za wiele inspiracji do omówienia na spotkaniu lub mamy ich aż za dużo. W takich sytuacjach proszę klientów, by zerknęli na dodatkowo wyszukane przeze mnie wnętrza lub wybrali kilka ulubieńców ze zbyt dużego zbioru. Taka wymiana i omówienie inspiracji potrafi powiedzieć więcej o guście klienta niż cokolwiek innego.
 
Po zakończeniu spotkania w następnych dniach przepisuję wszystkie wytyczne, porządkuję je i przesyłam do zatwierdzenia / uzupełnienia klientom. 
 
 

2. Inwentaryzacja

Jeśli stan zaawansowania budowy na to pozwala, projekt może powstać na podstawie inwentaryzacji. Polega to na tym, że przyjeżdżam na budowę i mierzę wszystkie ściany, odległości, wysokości, robię zdjęcia. Mierzę je za pomocą dalmierza laserowego. Pomiary wpisuję na ręczne rysunki, co często budzi zdziwienie u innych 😉 ale pozwala mi to na wychwycenie wszystkich nierówności, uskoków w ścianach, skrzynek czy wyjść wentylacji których nie było na pierwotnym rzucie dewelopera. Skalę rysunku też bardzo łatwo jestem w stanie dopasować do swoich potrzeb, by wszystkie wymiary i opisy mogły być czytelne. 
 
Jeśli projekt ma powstać bez inwentaryzacji, na tym etapie piszę maila do dewelopera lub/i proszę o pomoc klientów. Dopytuję o wysokość pomieszczenia, wysokości parapetów, wygląd parapetów, okien, drzwi wejściowych itd. Są to informacje, których zwykle brakuje na rzutach dewelopera, a są one istotne dla projektu.
 
 

3. Aranżacje – układy funkcjonalne

Po ustaleniu z klientami wytycznych projektowych oraz zorganizowaniu podstawy do rysunków – czyli rzutów dewelopera z zestawem dodatkowych informacji lub inwentaryzacji – mogę zabrać się za pierwszą część projektu. Czyli aranżacje – zwane też układami funkcjonalnymi. Są to płaskie rysunki, które podobnie jak wiele aranżacji deweloperów, pokazują ogólny układ mebli i wyposażenia. W mojej pracowni zawsze przygotowuję 3-4 warianty do wyboru. W zależności od ilości zmian, na jakie klient chce się zgodzić, aranżacje mogą wykorzystywać obecny układ ścian lub wywrócić go do góry nogami. Czasem jest tak, że układ pomieszczenia jest wręcz oczywisty i nie ma co na siłę go zmieniać. Najczęściej jest tak w przypadku sypialni – gdzie są: drzwi, miejsce na szafę, miejsce na łóżko, ściana z oknem, ściana na przeciwko łóżka, często z wąskim przejściem. 

Na tym etapie ważne jest dokładne przeanalizowanie ustalonych wytycznych i zastosowanie ich w aranżacjach. Ważne jest też trzymanie się ogólnych zasad ergonomii i realistyczne podejście do możliwości przestrzeni. Nie zawsze wszystkie marzenia klienta da się zmieścić na danej przestrzeni, dlatego istotne według mnie jest zaproponowanie więcej niż jednego wariantu. W ten sposób najłatwiej zobrazować, że pewne opcje będą kosztem innych. Klient może wtedy świadomie zdecydować, co jest dla niego najważniejsze, jaki układ będzie subiektywnie najwygodniejszy. 

Poniżej przykładowe zestawienie 4 wariantów aranżacji dla 1 mieszkania.

Po przedstawieniu 3-4 aranżacji do wyboru, klient ma kilka dni na zastanowienie się, która będzie dla niego najlepsza. Na tym etapie pojawia się zwykle sporo pytań i wspólnego rozważania wszelakich „za” i „przeciw”. Czasem klient wybiera jedną konkretną aranżację, zwykle jednak tworzymy piątą wersję, która łączy w sobie ulubione fragmenty wcześniejszych propozycji. Gdy ta zostaje zaakceptowana przez klienta, możemy ruszać z wizualizacjami.

 

4. Koncepcja projektowa – wizualizacje

Ulubiona część chyba dla każdego 🙂 Wizualizacje to te ładne obrazki, które często wyglądają niemalże jak zdjęcia. O tym, jakie są pułapki ich fotorealizmu, będę pisać wkrótce. Opracowując koncepcję, de facto wymyślam wygląd całego projektu. Nie mam w zwyczaju szkicowania czy szukania bardzo konkretnych inspiracji. Wstępna wizja tego, jak będą wyglądały wnętrza, rodzi się we mnie zarówno w trakcie pierwszego spotkania (ustalania wytycznych i stylistycznych, i funkcjonalnych), jak i w trakcie przygotowywania aranżacji. Siadając do faktycznej koncepcji projektowej, mam ogólny zarys w głowie tego, jak chcę żeby projekt wyglądał. Jakich chcę użyć kolorów, materiałów, czy pójdę we wnętrza bardziej klasyczne, czy też mocniej nowoczesne.

W zależności od dnia i danego projektu, koncepcje potrafią mi iść błyskawicznie, a potrafią się bardzo ciągnąć. Jest to zdecydowanie najbardziej kreatywna część projektowania, więc jeśli nie trafi na odpowiedni dzień, zajmuje sporo czasu. Jako, niestety, perfekcjonistka – często dość długo poprawiam to co już wstępnie stworzyłam. Modeluję w programie pomysł, nakładam materiały, wybieram konkretne produkty, które próbuję w miarę wiernie odwzorować – i puszczam wstępną wizualizację. A potem poprawiam. I znowu puszczam wizualizację. I znowu poprawiam. I tak aż do momentu, kiedy jestem naprawdę zadowolona z efektu końcowego. 

Dla osób zainteresowanych: używam do wizualizacji programu 3ds max + vray.

Co to znaczy „puszczać” wizualizacje? Lub „renderować”? Już tłumaczę. Gdy pracuję w programie graficznym, mój podgląd projektu jest mocno uproszczony, szczególnie w temacie światła i materiałów. Wygląda to tak:

Trochę jak w Simsach, prawda? 😉

Gdy stworzymy kamerę i ustawimy za jej pomocą konkretne ujęcie, wygląda to tak:

Żeby uproszczony widok wyglądał niemalże jak zdjęcie, należy „puścić render”. Wówczas po pewnym czasie oczekiwania, otrzymujemy gotową wizualizację. To, jak długo dane ujęcie się renderuje, zależy od bardzo wielu czynników, głównie od parametrów komputera, rozdzielczości wizualizacji i stopnia skomplikowania sceny. Może to trwać 2 minuty, a może trwać 2 dni. Ja na swoje wizualizacje zwykle czekam od 3 do 30 minut na sztukę. Żeby nie tracić czasu na czekanie, puszczam je zbiorowo na koniec dnia pracy. Renderują się więc głównie wieczorem i w nocy.

Poniżej to samo ujęcie po wyrenderowaniu:

I po nieznacznej obróbce w Photoshopie:

Osobiście używam bardzo drogiego programu graficznego, bo bardzo zależy mi na tym, żeby wizualizacje były jak najlepsze. Jest to takie trochę moje osobiste zboczenie. Mimo że z perspektywy klienta nie jest to aż takie istotne, ja bardzo zwracam uwagę na to, żeby ujęcia były realistyczne i były same w sobie pięknie skomponowane. Nie skupiam się tylko na poziomie projektu, ale też na jego prezentacji. Wierzę w to, że nawet najsmaczniejsze danie może być nieco rozczarowujące, jeśli je brzydko podamy.

Po przygotowaniu wizualizacji wszystkich pomieszczeń, obrabiam je w Photoshopie i przesyłam mailowo do klienta. Po czym jak na szpilkach czekam na odpowiedź 😉

Czasami jakiś fragment projektu prosi się o dwie wersje, więc przygotowuję dwie wersje. Zwykle jednak po prostu poprawiam projekt tak długo, aż jest „najlepszą wersją siebie” 🙂 Przygotowuję więc z zasady jedną wersję. Jeśli nie trafia ona w 100% w gust klienta, na białym koniu wjeżdżają poprawki 🙂

Warto wiedzieć, że nawet wizualizacje o fotorealistycznym wyglądzie zawsze są tylko poglądowe. Powstają po to, żeby pokazać wizję kolorów, faktur, gry świateł, ogólnej atmosfery. Tą ogólną koncepcję, na której później budujemy szczegóły. Czy dla wnętrza powyżej będzie miało znaczenie, jeśli klienci kupią inne rośliny? Lub trochę jaśniejsze krzesła? Albo podłogę w zbliżonym, ale nie identycznym kolorze? Nie. Atmosfera całości zostanie zachowana. Dlatego też pod koniec projektu, w specyfikacji często podaję więcej niż jedną opcję dla danego produktu. Bo po prostu więcej niż jedna opcja będzie dobrze pasować. Wybieram rzeczy, które będą się świetnie komponować, niekoniecznie są absolutnie identyczne do tego, co widać na wizualizacjach.

Zapewnienie takiego doskonałego odzwierciedlenia najczęściej jest też po prostu niemożliwe. Po pierwsze – każdy widzi inaczej kolory, faktury. Każdy monitor pokazuje je inaczej. Obróbka w photoshopie podkreśla pewne cechy, które być może na żywo będą mniej się rzucać w oczy. Ponadto niewielu producentów udostępnia modele swoich mebli, lamp czy innego wyposażenia. Projektując jestem często zmuszona do szukania modeli 3d, które są zbliżone do tego co mam na myśli i edytowania ich. Czasem podobieństwo jest bardzo duże, a czasami mniejsze. W końcu przy komputerze siedzi tylko człowiek 🙂 

Od kilku miesięcy też praktykuję coś, co nie jest chyba zbyt popularne wśród architektów wnętrz. Mianowicie robiąc wizualizacje tworzę szkicowy budżet dla danego projektu. Dzięki czemu na bieżąco widzę, w jakich cenach powinnam szukać krzeseł, w jakiej cenie dywanu, w jakiej cenie lampy itd. Może się to wydawać mało istotne, jeśli ktoś ma wprawę, ale niestety każdy projekt jest inny. Każde mieszkanie jest inne. Każdy dom jest inny. Często kwota na przykład 2000zł/m2 w jednym projekcie będzie oznaczała coś zupełnie innego niż 2000zł/m2 w drugim projekcie. Jako typowy control-freak kultywuję więc ostrożność w tym temacie i trzymanie ręki na pulsie od początku do końca.

Oczywiście szkicowy budżet – jak sama nazwa wskazuje – jest szkicowy. Posiada sporo szacunkowych kwot, które przy wyborze drogiej ekipy wykończeniowej lub drogiego stolarza mogą stanąć zupełnie na głowie. Nie mniej jednak jest to jakiś drogowskaz dla mnie – w trakcie budowania projektu – i dla klientów. Żeby wiedzieli w jakich kwotach się na bieżąco poruszać, by na koniec piniądz się zgadzał. Bo jak wiadomo czasem klienci kupują coś na własną rękę, wybierają droższe produkty. Szkicowy budżet pomaga oszacować co będą oznaczały takie wybory. Jeśli kupię krzesła za tysiąc złotych za sztukę – to o ile przekroczę budżet?

Praktyka szkicowych budżetów wydaje mi się bardzo sensowna, choć trochę czasochłonna. Traktuję ją jako jednorazową „mapę” budżetu i z zasady nie aktualizuję w miarę postępowania projektu i wprowadzania poprawek. Widzę, że w mojej pracowni ta praktyka sprawdza się naprawdę dobrze.

 

5. Dopracowanie koncepcji

Po przesłaniu wizualizacji, klient ma kilka dni na przesłanie swojego feedbacku. Sporadycznie zdarza się, że projekt jest w 100% zaakceptowany po pierwszych wizualizacjach. Zwykle jednak klienci korzystają z przysługujących im w ramach projektu dwóch tur poprawek. Najczęściej wygląda to tak, że samodzielnie lub na podstawie rozmowy/spotkania ze mną ustalają listę rzeczy, które by chcieli zmienić w projekcie. Może to być inna lampa, inne krzesło, inna płytka w łazience itd. Czego poprawki nie zawierają to: wywracania projektu totalnie do góry nogami, zmiany ogólnej stylistyki czy zmiany wybranego układu funkcjonalnego. Poprawki służą do tego, żeby dopracować projekt, a nie zastanawiać się od zera co byłoby w nim fajne 🙂

Poniżej przedstawiam 3 fazy jednego z moich projektów:

Wizualizacja pierwotna:

Wizualizacja po pierwszych poprawkach:

Wizualizacja po drugich poprawkach, zaakceptowana przez klienta:

Różnic jest dość sporo, ale jak widać, ogólna koncepcja pozostaje ta sama. Nie przeskakujemy tutaj pomiędzy stylami. Kolorystyka zmienia się z ciemnej na jasną, ale w obrębie tych samych tonów. Poprawki więc nie są projektowaniem drugiej koncepcji od zera, tylko dopracowywaniem tego, co już powstało 🙂

 

6. Rysunki wykonawcze

Gdy klient zaakceptuje komplet wizualizacji, możemy przechodzić do następnego etapu projektu, jakim są rysunki wykonawcze. Są to płaskie rysunki 2d, na których co do milimetra rozrysowuję projekt w taki sposób, by wykonawcy mogli go zrealizować. Idealnie – bez dodatkowych pytań 🙂 Rysunki powstają stricte na podstawie zaakceptowanych wizualizacji. Stanowią ich bardzo mocne doszczegółowienie. W przeciwieństwie do renderów wskazują konkretne wymiary, lokalizacje, materiały. Pokazują elementy, których na wizualizacjach w ogóle nie ma, np. gniazdka i włączniki oświetlenia. Rysunki są trochę brzydszą, mniej interesującą siostrą wizualizacji, ale nie mniej ważną, lub nawet ważniejszą, gdy przychodzi do realizacji projektu. Kilka razy spotkałam się z opinią klientów, że byli pewni, że wizualizacje będą dla nich najważniejsze i najbardziej przydatne. Okazało się, że w trakcie kilkumiesięcznej realizacji projektu to rysunki techniczne były bezcenną podstawą wszystkich ustaleń i rozmów z wykonawcami. 

Rysunki składają się z rzutów w skali 1:50, na których pokazuję:
– rzut aranżacji (doszczegółowiony)
– rzut ścian (jeśli cokolwiek zmieniamy w ich układzie)
– rzut hydrauliki
– rzut elektryki
– rzut sufitów (tutaj pokazuję podwieszenia i blendy przy karniszach)
– rzut podłóg
– rzut wykończeń ścian 

Po przesłaniu rzutów, klient ma kilka dni na przesłanie mi feedbacku. Zwykle polecam na tym etapie przyjrzeć się szczególnie elektryce – lokalizacjom i ilościom gniazd, lokalizacjom włączników oświetlenia. Klient może zgłosić poprawki do rzutów 1 raz. Gdy zostaną one wprowadzone, a klient zaakceptuje ten etap projektu, przygotowuję drugą część projektu wykonawczego:

Rysunki w skali 1:20, na których pokazuję:
– widoki ważniejszych ścian
– dokładny projekt łazienki (rzut i widoki ścian)
– dokładny projekt kuchni (rzut i widoki ścian)
– dokładny projekt garderoby (jeśli jest w projekcie)
– projekty mebli na zamówienie

Po przesłaniu kompletu rysunków w skali 1:20, klient ponownie ma kilka dni na feedback. Na tym etapie zwykle proponuję zwrócenie uwagi na wnętrza szaf i innych mebli na zamówienie – ilości półek, drążków, szuflad itd. Są to elementy, których nie pokazuje się na wizualizacjach. Dlatego ważne, by przyjrzeć im się na rysunkach. Jak w przypadku rzutów, klient może 1 raz zgłosić poprawki do rysunków w skali 1:20. Po ich wprowadzeniu powinna nastąpić ostateczna akceptacja tego etapu projektu.

Przykładowy projekt kompleksowy z kompletem rysunków wykonawczych możesz pobrać tutaj: klik

Rysunki przygotowuję w programie ZWCad. W praktyce wygląda to tak, że ręcznie rysuję każdą kreskę, wprowadzam każdy opis i wymiar. Może się to wydawać żmudną robotą, ale jeśli ma się w tym wprawę, idzie szybko 🙂

Poniżej przykładowe rysunki łazienki, będącej częścią projektowanego mieszkania:

 

Udało się zaakceptować wszystkie rysunki wykonawcze? Super! Ruszamy z pracami nad specyfikacją.

 

7. Specyfikacja – lista wyposażenia 

Specyfikacja to dokument tworzony w Wordzie, który zwykle składa się ze specyfikacji materiałowej oraz listy wyposażenia. W niej podane są: nazwy produktów, linki do stron producentów / sklepów, zdjęcia, ilości, ceny. Jeśli jakiś produkt występuje w większej ilości wariantów, pod nazwą podaję dokładniejsze informacje pozwalające na zamówienie tego co trzeba. Np. tkaninę tapicerki, kolor, grubość blatu, materiał itp. Często też podaję alternatywy dla danego produktu. Chyba że jest bardzo wyjątkowy i upatrzony przeze mnie od początku 😉 I podobnych alternatyw na rynku po prostu nie ma (albo przynajmniej ja ich nie znam). 

Lista ta jest więc swoistą listą zakupową dla klienta. Dokładnie wie z niej, co gdzie i w jakich ilościach kupić. Co dokładnie wchodzi w jej skład:

• Meble gotowe
• Oświetlenie
• Wyposażenie łazienki (umywalka, wanna itd.)
• Materiały (panele, płytki, farby itd.)
• Drzwi, klamki
• Listwy przypodłogowe, sztukateria
• Karnisze, firany, zasłony
• Dodatki (dywany, obrazy, grafiki)

Na końcu specyfikacji podaję elementy, które nie zostały w niej uwzględnione. Tak żeby klient przypadkiem nie ucieszył się, że wyszło dużo mniej niż w szkicowym budżecie 😉 Czego zwykle nie ma w specyfikacji:

• Kosztów robocizny
• Materiałów budowlanych (fug, klejów, podkładów, płyt g-k itd.)
• Ewentualnych kosztów zmian deweloperskich
• Mebli na zamówienie u stolarza
• Elektroniki (telewizorów, głośników)
• Osprzętu elektrycznego (włączników, gniazdek)
• Żarówek
• Dodatków (np. uchwytu na papier toaletowy)
• AGD (poza zlewem, baterią zlewową, okapem)
• Kosztów transportów
• Ewentualnych kosztów składania mebli

Zwykle też szacuję pod koniec jak ostatecznie będą kształtowały się wydatki. Wracam wówczas do szkicowego budżetu i kategoriami wpisuję, w jakich przedziałach zmieszczą się wydatki. Po sporządzeniu specyfikacji takie pozycje jak „meble gotowe”, „oświetlenie” czy „materiały” (panele, płytki, drzwi) mogą być podane ze znacznie większą dokładnością i gwarantowanym realizmem tej kwoty 🙂 Zwykle takie podsumowanie stosuję do całościowych projektów mieszkań czy domów.

Jeśli dysponuję w biurze próbkami proponowanych materiałów, na końcu specyfikacji umieszczam również zdjęcia ich zestawienia w różnym świetle. Poniżej przykłady (wersja bez podpisanych nazw materiałów, żeby nie zdradzać tajemnic projektów :)).

Jak widać powyżej – nie umiem w zdjęcia 🙂 Ale liczy się to, co pokazują – czyli dobre dopasowanie poszczególnych kolorów i tekstur 🙂

Z założenia do specyfikacji nie przewiduję poprawek. To, co w niej się pojawia, stricte wynika z poprzednio zaakceptowanych etapów: wizualizacji i rysunków wykonawczych. Przesyłając specyfikację mailem do klienta proszę tylko, żeby dał mi znać, czy niczego nie brakuje i czy wszystko się zgadza. W końcu jestem tylko człowiekiem i przeoczenia się zdarzają 🙂 

Istotne dla mnie jest, by zawsze namawiać klientów na obejrzenie materiałów takich jak panele czy płytki na żywo. Pamiętajmy, że wizualizacje są jedynie poglądowe. Każdy monitor inaczej pokazuje kolory. Ważne jest, by przed wydaniem tysięcy złotych na dany materiał obejrzeć go na żywo. Just saying.

 

8. Realizacja projektu

Kontynuując historię procesu projektu kompleksowego – współpraca z klientem kończy się w momencie, gdy zaakceptuje specyfikację. No, później już tylko fakturka. Oczywiście w razie rozbieżności w projekcie – jestem do dyspozycji klienta. Jeśli wykonawca nie do końca coś rozumie w projekcie – można do mnie dzwonić. W ramach projektu kompleksowego nie doglądam budowy, ale można takich wizyt się spodziewać przy projekcie kompleksowym plus lub realizacji pod klucz. Także dla każdego coś miłego 🙂

Na sam koniec współpracy mam też dla swoich klientów drobny upominek. Jak chcesz się dowiedzieć co to takiego to musisz zamówić projekt 😉

 

 

Dobrnęliśmy do końca procesu projektowego!
 
Z następnych wpisów z tego cyklu dowiesz się:

Stay tuned!

Daj znać w komentarzach…

Powróć do listy wpisów