Ostatnio opowiadałam Wam o tym, jak wygląda proces projektowy. Jeśli nie czytaliście tego wpisu, możecie go znaleźć tutaj. Wyszedł 10 razy dłuższy niż początkowo przypuszczałam… ale przynajmniej jest rzetelny i szczegółowy 😉 A to jest coś, co wydaje mi się pozytywnie wyróżniać ten blog.

Dzisiaj opiszę, jak wyglądają pozostałe elementy składające się na pracę samodzielnego architekta wnętrz. Oczywiście jeśli pracujesz na etacie w pracowni projektowej – Twoje zadania i ilość obowiązków zależą od tego, na co się umówisz ze swoim szefem. Jeśli jednak jesteś freelancerem, posiadasz firmę lub w jakimkolwiek innym układzie działasz samodzielnie i nie zajmujesz się tylko samym projektowaniem – ta lista nie będzie Ci ani trochę obca 😉 

 

1. Wizyty na budowie

Tak. I tutaj zdecydowanie trend noszenia czarnych ubrań wciąż żywy wśród architektów płata nam figla, bo na niczym nie widać tak bardzo pyłu z budowy jak na czerni 😉 Wizyty na budowie to coś, co dla niektórych będzie codziennością, dla innych rzadkością. Osobiście współpracując on-line z klientami z całej Polski znacznie więcej czasu spędzam przed komputerem niż na budowach. Jest to specyfika współpracy zdalnej, na którą bardzo często decydują się moi klienci. Jeśli umawiamy się na wyprawę na budowę np. do Warszawy – jest to raczej jednorazowa wizyta w celu wykonania inwentaryzacji, obmierzenia wszystkiego na żywo. Taka inwentaryzacja nie jest jednak absolutnie konieczna do wykonania projektu. Dowodzą tego projekty wnętrz mieszkań, które jeszcze w ogóle nie zostały wybudowane, ale za to zawierają projekt zmian lokatorskich. Wszystko ma swoje plusy i minusy 🙂

Jeśli jednak dany architekt skupia się na lokalnym rynku i wykonuje przede wszystkim projekty dla klientów z jego miasta i okolic – ma większy dostęp do wizyt na budowie bez spędzania całego dnia w samochodzie czy w pociągu. Wówczas może skupić się na wykonywaniu głównie nadzorów autorskich i realizacji pod klucz, które wiążą się z bardzo regularnymi przyjazdami na budowę. O tym więcej w podpunkcie trzecim 🙂 Oczywiście jedno z drugim się nie wyklucza – jest sporo firm, które zarówno proponują powyższe usługi w swoich rejonach, jak i kompleksowe projekty zdalne dla klientów z całej Polski. Ambience należy do tej grupy 🙂

 

 

2. Współpraca z wykonawcami

Współpraca z wykonawcami to ważna część pracy architekta nawet jeśli nie wykonuje nadzorów ani realizacji pod klucz. Kontakt w wykonawcami, tzn. z ekipą remontową, stolarzem, tapicerem, szklarzem itd. to nieodłączna część pracy nad projektami. Szacowanie cen, omawianie rozwiązań, możliwości czasowych czy wykorzystania nietypowych materiałów – to tematy, które warto poruszyć z zaufanym wykonawcą zanim zaproponujemy coś nietypowego. Taka współpraca na linii architekt – wykonawca jest bezcenna i może zaowocować naprawdę ciekawymi realizacjami. Szczególnie, jeśli dany wykonawca znacznie częściej mówi „Da się, mam pomysł jak to zrobić” niż „Nie da się, zróbmy coś standardowego” 🙂 Brak bieżącej współpracy może niestety zaowocować projektami, których po prostu nie da się zrealizować, szczególnie wśród początkujących projektantów. Dlatego nawet będąc na początku drogi zawodowej warto podejmować dialog zamiast zakładać, że „jakoś to będzie”.

W drugą stronę – jeśli wykonawca ma pytania do architekta w temacie projektu, chce coś omówić, doprecyzować – też jest ważne, żeby mógł to zrobić. Chociażby telefonicznie. Nawet najbardziej szczegółowy projekt wykonawczy może obudzić kilka pytań i nie ma co z tym walczyć 🙂

 

3. Nadzory i realizacje pod klucz

Nadzór autorski i realizacje pod klucz to usługi, które nie są uniwersalne dla każdego architekta wnętrz. Część ma je w swojej ofercie, część omija szerokim łukiem 🙂 Częścią mojej pracy są nadzory nad realizacją i jest to chyba najbardziej nieprzewidywalne czasowo zadanie, które wymaga sporo zdolności organizacyjnych.

Na czym polega nadzór autorski? Ogólnie polega na wizytach na budowie, które służą obserwowaniu postępów prac i wyłapywaniu ewentualnych błędów i niezgodności z projektem. Nadzór jest różnie interpretowany przez różnych architektów. Może przyjąć mocno intensywną formę regularnych wizyt, ciągłego kontaktu z wykonawcami i sporej odpowiedzialności architekta za efekt końcowy. Może też ograniczyć się do kilku pojedynczych wizyt na życzenie klienta, gdy pojawiają się jakieś pytania lub wątpliwości. Wszystko zależy od tego, co dany architekt ma w swojej ofercie, co ustali z klientami. Dla mnie osobiście nadzór to raczej pojedyncze wizyty na budowie wymienne na wspólne z klientem wizyty w sklepach branżowych. To pełne zaangażowanie i odpowiedzialność proponuję w ramach usługi pod klucz.

Realizacja pod klucz to usługa, w której architekt od początku do końca nadzoruje realizację projektu. Tutaj bardzo ważne jest posiadanie zaufanych wykonawców i możliwość włączenia ich do realizacji. W tym procesie zadaniami projektanta są:

Powiem wam szczerze, że realizacje pod klucz to jedno z trudniejszych zadań w pracy architekta wnętrz. Dlatego nie dziwię się, że nie każdy ma je w swojej ofercie. Wymaga bardzo dużej umiejętności organizacji, zarządzania i odporności na stres. Bo jeśli kiedykolwiek nadzorowaliście nawet niewielki remont, sami wiecie, jak łatwo coś może pójść nie tak 🙂 Jak łatwo mogą się wysypać terminy, jak łatwo może dojść do opóźnienia w pracach, jak łatwo produkty do zamówienia mogą nagle stać się niedostępne lub okres oczekiwania na nie dłuższy. Przy usłudze pod klucz wszystkie te powyższe problemy są na głowie architekta. Więc odporność psychiczna jest zdecydowanie wskazana 😉

 

4. Obecność na targach

Lżejszy temat 😉 Obecność na targach branżowych to coś, co staje się coraz bardziej popularne. Pracuję w branży od 5 lat i w pierwszych latach mojej kariery branżowe targi, no cóż, nie zachwycały. Stoisk było niewiele, a prezentowane na nich produkty i firmy były mi dobrze znane z internetu. Ciężko było wypatrzeć coś zupełnie nowego, zaskakującego, nowatorskiego. Obecnie rynek targów branżowych bardzo się rozwija i przykładowo Warsaw Home czy 4 Design Days reprezentują zupełnie inny poziom niż te pierwsze, mierne targi, na których miałam okazję być. Powierzchnie wypełnione stoiskami są ogromne, stoiska same z siebie są często fajnie zaprojektowane, przyciągają oko. Prezentowane produkty już nie są takie oczywiste, często są to zupełne nowości dopiero wchodzące do ofert danych firm. Dzięki temu teraz, moim zdaniem, faktycznie warto jeździć na targi. Szansa na wyjście z targów z głową pełną pomysłów jest znacznie większa niż kiedyś 🙂

No i Mediolan. O tym trzeba tutaj wspomnieć. Sen każdego architekta wnętrz – obecność na Salone del Mobile.Milano. Edycja w 2019 roku przyciągnęła aż 386 tysięcy ludzi. Definitywnie są to targi, na których trzeba być chociaż jeden raz 🙂

 

źródło: https://www.salonemilano.it/en/media/mediagallery/photos

 

5. Obserwowanie trendów

Obserwowanie trendów to moim zdaniem bardzo ważny element pracy architekta wnętrz. Nawet jeśli ktoś skupia się na jednym stylu, jednej kolorystyce, powtarza podobne rozwiązania – bo tej spójności chcą od niego klienci – trzeba iść do przodu. Bo inaczej można zacząć się cofać. Dlatego ważne jest obserwowanie tego, co robią inne pracownie, szczególnie te zagraniczne, jakie produkty podbijają serca ludzi, jakie nowe tendencje się rodzą. Nie po to, by je kopiować jeden do jeden. Ale po to, by być na bieżąco, móc wplatać do swoich projektów odniesienia do nowych trendów, jeśli uznamy je za interesujące. Może to być fantastyczny powiew świeżości szczególnie jeśli dany projektant od lat jest „zamknięty” w jednej stylistyce. 

Jak ja dbam o bycie na bieżąco? Obserwuję przede wszystkim behance.net i media społecznościowe moich ulubionych pracowni. Czasem też zerkam na Pinterest, ale tam współczesne wnętrza mieszają się też z tymi starszymi, więc raczej traktuję to jako miejsce do szukania inspiracji, a nie obserwowania tendencji wnętrzarskich.

Czego nie polecam? Zdecydowanie nie jestem fanką artykułów w stylu „5 najmodniejszych sof”, „Co będzie modne jesienią”, „10 trendów do wykorzystania w sypialni” itd. Bo czasem wymyślają trendy, które w ogóle nie istnieją… A czasem piszą prawdę, ale dość okrojoną. Lub zestawiają ze sobą tendencje, które zupełnie do siebie nie pasują, bez tłumaczenia, że albo wybieramy jedno, albo drugie. Mogą więc dawać wrażenie, że żeby mieć modne wnętrze trzeba spełnić X wymagań. Że trzeba zestawiać ze sobą odważne kolory i rozwiązania. Że jest ograniczona liczba możliwości, żeby mieszkanie było trendowe. A niekoniecznie tak jest. Bo tak samo jak w świecie ubrań – obecnie we wnętrzach jest naprawdę dużo trendów i każdy znajdzie coś dla siebie. Nie trzeba się ograniczać do tych, które najbardziej „krzyczą” z okładek gazet i artykułów w internecie, by efekt był bardzo na czasie.

Jeśli więc jesteś klientem – nie obawiaj się, że musisz się zdecydować na wyraziste kolory w mieszkaniu, żeby było ładne. De facto nic nie musisz, to Tobie ma się podobać. Jeśli jesteś projektantem – obserwuj faktyczne projekty, reakcje ludzi pod postami, to co faktycznie im się podoba, a nie co jest promowane. Nie musisz tego kopiować, ale świadomość bieżących tendencji może być przydatna.

 

6. Obserwowanie ofert sklepów i producentów

Istnieją projektanci, którzy tworząc koncepcję projektową umieszczają na wizualizacjach „jakieś” meble, „jakieś” lampy itd. I wychodzą z założenia, że później oni, albo ktoś inny, będzie się martwić, skąd wytrzasnąć coś podobnego w cenie adekwatnej do budżetu klienta. Taki proces wydaje mi się od początku skazany na porażkę. I często kończy się przekroczeniem budżetu. Bo jednak designerski fotel, który tak super wygląda na wizualizacji, kosztuje 20 tys. zł. I jakoś tak klient nie jest chętny do wydania tej kwoty na jeden mebel.

Jak ja działam? Regularnie przeglądam oferty sklepów internetowych i zapisuję na poszczególnych tablicach na pintereście produkty, które wydają mi się interesujące. Tablice mam podzielone tematycznie i wg budżetu. Np. „lampy – niski budżet”, „meble – luksusowe”. Stworzenie takich tablic to realnie dziesiątki, jeśli nie setki (w dłuższej perspektywie) godzin spędzonych na buszowaniu po sklepach. Moim zdaniem jest to tego warte. Dzięki takim zbiorom mogę znacznie szybciej tworzyć wizualizacje dla klientów. Nie odkrywam za każdym razem Ameryki na nowo, tylko wybieram spośród setek wyselekcjonowanych wcześniej opcji. Wada tego systemu jest taka, że cyklicznie w każdym sklepie jedne produkty wychodzą z oferty, pojawiają się inne. Także tablice muszą być na bieżąco aktualizowane, bo po około dwóch latach mogą się zmienić w cmentarzysko mebli, których nie ma już w sprzedaży 😉

 

7. Obserwowanie rynku

Obserwowanie rynku to szczególnie mus, jeśli masz własną firmę lub jesteś freelancerem. Generalnie pracujesz samodzielnie i sam ustalasz stawki za swoją pracę. W takich sytuacjach niezbędna jest wiedza odnośnie tego, co dzieje się na rynku. Jakie ceny są rynkowe? Jaką ofertę mają inni architekci? Jak szczegółowe są ich projekty? Jak fotorealistyczne są ich wizualizacje?

Te wszystkie pytania mogą się wydawać niektórym zbędne. Ktoś może ustalić swoje ceny niezależnie od konkurencji i być zadowolonym. Pewnie 🙂 Tylko w takich sytuacjach można łatwo dać się nabrać na narzekania klientów „ale pan drogi”, „o Jezu kuzynka sąsiadki studiuje na ASP i mi zrobi taniej” itd. Bieżące sprawdzanie tego co się dzieje na rynku pozwala na obiektywną ocenę, czy nasze ceny są wysokie czy niskie. Czy nasza oferta jest dobra, czy też bierzemy 3 razy więcej niż inni a projekt ma mniejszy zakres. A może nie zdajemy sobie sprawy z tego, że za nasze usługi moglibyśmy brać znacznie większe pieniądze? Nie chodzi mi o to, żeby się dopasowywać na siłę do konkurencji, ale żeby mieć świadomość tego, jak nasza oferta wypada na jej tle. Dzięki temu też możemy bardziej realnie określić naszą grupę docelowych klientów i skuteczniej targetować reklamy i całą komunikację marketingową.

Teraz musiałam sprawdzić, czy jest coś takiego jak komunikacja marketingowa, ale jest 🙂 

 

 

To już wszystkie zadania, które poza samym projektowaniem składają się na pracę architekta wnętrz. Z następnego wpisu dowiesz się, jak stricte wygląda prowadzenie własnej firmy i z jakimi nowymi elementami się wiąże. Stay tuned 🙂

Powróć do listy wpisów