Kochani! Właściwie to nigdy wam tego nie mówiłam, ale raz na jakiś czas dostaję wiadomości i telefony od osób, które chcą wejść w świat projektowania wnętrz i nie wiedzą jak się za to zabrać. Pytają mnie, czy mogą się uczyć ode mnie, czy mogę polecić jakieś kursy, cokolwiek by zacząć sensownie. Dla mnie to jest zaskoczenie na poziomie wybuchającego mózgu… Bo jako osoba absolutnie nieuznająca autorytetów i poddająca wiecznie wszystko w wątpliwość (i tutaj ani bycie mną, ani życie ze mną – nie jest łatwe ;)) mam srogi mindfuck widząc, że dla wielu osób jestem właśnie… autorytetem. I chciałabym pomagać i mam nawet sensowną wizję jak to zrobić, ale jej realizacja zajmie mi co najmniej rok. Jeśli oczywiście po drodze nie zmienię zdania, co nie jest wykluczone. Póki co jednak skupię się na przekazaniu podstawowych wskazówek, bardziej dotyczących podejścia i bazowych kroków. Wydaje mi się to bardziej cenne, szczególnie na początku :)

 

1. Nie zakładaj, że projektowanie jest łatwe

Oglądając część programów telewizyjnych o projektowaniu wnętrz można nabrać przekonania, że projektowanie to taki fajny proces, w którym wybiera się kolory, meble, jakąś lampę… Potem wchodzi ekipa i dzień i noc pracuje, by już po kilku dniach mogli przyjść klienci (mieszkańcy) na wielką odsłonę wyremontowanego pokoju. I oczywiście płaczą ze szczęścia, a jak nie płaczą, to nagrywa się ten fragment tak długo, aż się rozpłaczą. I wszyscy żyją długo i szczęśliwie :)

No rzeczywistość tak nie wygląda. Pewnie się tego domyślacie. Ale właściwie jakie umiejętności powinien posiąść architekt wnętrz, zanim będzie mógł samodzielnie prowadzić projekty od A do Z?

Pracownik (taki idealny) etatowy powinien:

Dużo, prawda? 

A jak zabierzesz się za zakładanie własnej firmy, to będzie tego dwa razy więcej ;)

I nie zrozumcie mnie źle – projektowanie wnętrz to nie jest żadna fizyka kwantowa. Ale też nie jest to łatwy zawód polegający na układaniu poduszek na sofach klientów tak, żeby ładnie wyglądały. To jest branża, w której liczy się sporo różnych umiejętności i po prostu nie będzie dla każdego. A dochodzi tu jeszcze kolejna kwestia…

 

2. Nie zakładaj, że dużo zarobisz

Pensje etatowych projektantów wnętrz nie są wysokie i raczej to się szybko ani łatwo nie zmieni. Mogę powiedzieć z perspektywy osoby posiadającej firmę, która próbowała zatrudniać ludzi – na etat lub do pracy nad konkretnymi zleceniami – że przez to, że jest to trudny i złożony zawód, osoba o umiarkowanej wiedzy i umiarkowanym doświadczeniu będzie potrzebowała dużo uwagi pracodawcy. Dużo sprawdzania, poprawiania, nauki. Czas pracodawcy to pieniądz – a jak sprawdza cudzą pracę, to sam nie projektuje, więc nie generuje pieniędzy. W efekcie często co najmniej pierwsze kilka miesięcy pracy danego pracownika, który jeszcze jest mocno niesamodzielny, to ewidentne straty finansowe dla pracodawcy. Bo po prostu wykonana praca nie jest warta tyle, ile poświęcony czas pracodawcy + wypłacona pensja. Jeśli jeszcze dany pracownik poczuje się np. niedoceniony przez ciągły nakaz poprawiania błędów i nie będzie tego widział jako rozwoju, tylko jako personalną krytykę – wypowiedzenie gwarantowane. I kilka miesięcy nauczania i strat finansowych idzie w las, bo trzeba zaczynać proces od nowa.

W efekcie wielu pracodawców nie trudzi się nauczaniem nowych osób, kilkukrotnym sprawdzaniem ich pracy przed wysłaniem do klienta – bo po prostu jest to strasznie nieopłacalne. Przed założeniem własnej firmy pracowałam w 3 biurach i tylko w jednym z nich był zwyczaj sprawdzania i omawiania każdego projektu przed wysłaniem go do klienta. Nie wiem jak ogólnie wyglądają te statystyki, ale moje doświadczenia nie były pod tym względem optymistyczne.

Dlatego też, jeśli jesteś osobą początkującą w branży, zastopuj ze swoimi oczekiwaniami finansowymi. Nie chodzi mi o to, żebyś to robił/a dla pracodawcy. Zrób to dla siebie. Bo jak będziesz mieć oczekiwania z kosmosu to po prostu nikt cię nie zatrudni i stracisz mnóstwo czasu. Lepiej zacząć od mniejszych kwot i piąć się w górę niż zaczynać od dłuższego okresu bezrobocia.

 

3. Nauka, nauka, nauka

Kojarzysz, jak w podstawówce i liceum człowiek się prześlizgiwał przez nielubiane przedmioty i „wkuwał, zakuwał i zapominał”? No… Jak uczysz się czegoś, co wiąże się z Twoim przyszłym zawodem, nie możesz tak robić. Bo skończysz 5 lat studiów i jak wieeele innych osób, nie będziesz nic umieć. Program studiów zapewni, że zabraknie ci wiedzy praktycznej. A zbyt luźne podejście do nauki może sprawić, że nawet nie będziesz mieć wiedzy teoretycznej. I wierz mi, w dzisiejszych czasach, gdy mnóstwo osób ma wyższe wykształcenie, sam fakt posiadania dyplomu już na nikim nie robi wrażenia.

Co zatem robić?

Jeśli jeszcze studiujesz lub robisz kurs projektowania wnętrz – ucz się. Faktycznie ucz się i się do tego przykładaj. Nie próbuj „przetrwać” i „jakoś” zdać, tylko staraj się z tego wyciągnąć jak najwięcej. Zadawaj dodatkowe pytania i próbuj podnosić sobie samodzielnie poprzeczkę, nawet jeśli prowadzący aż tyle nie wymagają. Poszukaj na uczelni / wśród nauczycieli kogoś, kto lubi zadawać pytanie: „No dobrze. Ten projekt jest dobry. Jak teraz sprawisz, żeby był jeszcze lepszy?„. (pozdrowienia dla mojej współpromotorki, przez którą zrobiłam magisterkę godną 3-4 osób i nie żałuję ani chwili) Jak pisałam wyżej, później mało który pracodawca będzie chciał poświęcić czas na uczenie cię zawodu. Musisz umieć jak najwięcej w momencie wchodzenia w branżę.

Co gdy już dostaniesz pierwszą pracę? To samo. Nauka, nauka, nauka. Nie patrz na to, jakie są zarobki. Patrz na to, ile będziesz w stanie się nauczyć. I czy dany pracodawca lub inni pracownicy faktycznie znają się na rzeczy i chcą się dzielić swoją wiedzą. Trudno w to uwierzyć, ale w jednej z pracowni projektowych, w których pracowałam, była polityka „nie dziel się ze współpracownikami swoją wiedzą, bo to twoja wiedza”. Niezła patologia, prawda? Jak tak trafisz, to uciekaj jak najszybciej. I serio – nie skupiaj się na pieniądzach, jeśli twoja sytuacja życiowa cię do tego nie zmusza. Na zarabianie jeszcze przyjdzie czas.

 

4. Czy studia są potrzebne?

I tak, i nie. Studia (przynajmniej Architektura na PK, którą studiowałam) dają podstawową wiedzę, głównie teoretyczną. Praktyki zawsze trzeba się nauczyć… w praktyce. Wow, to myśl godna Paulo Coelho ;)

Wiem, że są osoby, które po kursach i szkoleniach, też świetnie sobie radzą. Ale radzą sobie dlatego, że szukały wiedzy również w innych miejscach, pracowały blisko z wykonawcami i próbowały się jak najwięcej nauczyć też po zakończeniu kursu.

Jaka jest najbardziej wymierna przewaga studiów nad kursami? To, że wielu pracodawców w wymaganiach do rekrutacji podaje wykształcenie wyższe kierunkowe. To jest jedyny taki zupełnie zero-jedynkowy czynnik, który mi przychodzi do głowy. Cała reszta jest zupełnie płynna. Będzie wielu architektów po studiach, którzy nie umieją projektować – oraz mnóstwo osób po kursach czy szkoleniach, które wymiatają. I na odwrót. Ale jakby nie było, w 5 letnim programie raczej można się spodziewać więcej wiedzy i umiejętności do nabycia niż w programie przykładowo 30-godzinnego kursu. 

 

5. Nie zapominaj o umiejętnościach miękkich

Materiały materiałami, kwestie techniczne kwestiami technicznymi, dobieranie kolorów dobieraniem kolorów. Projektowanie wnętrz to też kontakt z klientem, choć nie w każdym biurze każdy pracownik będzie mieć do nich dostęp. Ale warto go mieć i o niego zabiegać. Bo cała usługa, nie tylko projekt, może być na zupełnie innym poziomie jeśli złapiemy dobry kontakt z klientem, świadomie przeprowadzimy go przez ten proces.

Pamiętam z czasów pracy na etacie, że rozmowy z klientami były jednym z bardziej stresujących czynników. Nie miałam absolutnie żadnego przygotowania. Łącznie z tym, że nigdy od przełożonych nie dostałam żadnej wskazówki, jak na takich spotkaniach się zachowywać. A już 3 miesiące po rozpoczęciu pracy w branży prowadziłam nie tylko spotkania z własnymi klientami, ale też z klientami moich współpracowników, bo awansowałam na projektanta prowadzącego. Jak dzisiaj o tym wszystkim pomyślę, to mam ochotę zakryć się nogami ze wstydu. Musiało to być dość żenujące. No ale cóż, robiłam to tak jak umiałam. A że nie umiałam…

Dlatego warto pamiętać też o umiejętnościach miękkich. I chociażby za pomocą treści dostępnych za darmo w Internecie uczyć się rozmawiania z klientami. Nie chodzi mi tutaj o nieprzeklinanie i siedzenie prosto, tylko szersze zrozumienie potrzeb i pobudek klienta, które potem przekłada się też na umiejętność gaszenia ewentualnych pożarów. To przyda ci się jako pracownikowi na etacie, a będzie prawdziwym złotem gdy postanowisz założyć własną firmę. Im szybciej zaczniesz rozumieć klientów i widzieć pracę z nimi jako przyjemność, a nie przykrą konieczność – tym lepiej dla wszystkich.

 

6. Jestem artystą

Jesteś artystą? To super. Ale my rozmawiamy tu o projektowaniu wnętrz, które jest USŁUGĄ. To znaczy, że cały ten zawód, gdyby go tak bezlitośnie przetłumaczyć – jest usługiwaniem klientom. No dobra, w rzeczywistości nie jest tak źle, bo powiedzenie „klient nasz pan” nie jest już religią jak kiedyś. Ale faktem jest, że projektuje się POD KLIENTA. I jeśli Twój artyzm i chęć kreatywnego wyżycia się ma Ci w tym przeszkadzać, to w ogóle nie trudź się nauką tego zawodu. 

Jak ten zawód nie wygląda? Przeglądam inspiracje w internecie… Widzę cudowny salon z niesamowitą różową sofą i sufitem pomalowanym w panterkę… Wygląda jak kadr z serialu Tiger king! Fantastyczny! Muszę zrobić coś podobnego, czuję się taka natchniona… Zobaczmy w kalendarzu, dzisiaj powinnam zrobić wizualizacje dla Kowalskiego. Wytyczne projektowe? Szara sofa, białe ściany. E tam! Walę różową sofę i panterkę na suficie. Klient na bank mi za to podziękuje! Przecież to dużo bardziej kreatywne niż szara sofa i białe ściany…! Będzie zachwycony! Nie ma wyjścia!

No.. :)

A jak ten zawód wygląda? Mówiąc krótko: robi się szarą sofę i białe ściany. I dobiera całą resztę tak, żeby było to jak najlepsze funkcjonalnie i estetycznie.

Powiem Wam też szczerze, że paradoksalnie właśnie dla aspektu kreatywnego wybrałam bycie architektem wnętrz, a nie architektem kubaturowym. Wydaje mi się, że zakładając bycie po prostu zwykłym szarym architektem (a nie takim światowej sławy), ta praca może w większym stopniu niż u wnętrzarza polegać na projektowaniu dość podobnych (na przykład) domów. Obecnie modne są nowoczesne stodoły i założę się, że niejeden architekt ma tego trendu już serdecznie dość, bo ciągle projektuje to samo. Dzięki temu, że wnętrza są mniejszą skalą i jest więcej kreatywno-estetycznych decyzji do podjęcia, które w dodatku nie wiążą się od razu z wyższym budżetem – jest to zawód, w którym chyba łatwiej się wyżyć kreatywnie. Szczególnie jeśli aktywnie pracujemy na to, żeby nasze portfolio było w miarę zróżnicowane. I co za tym idzie, żeby wybierali nas klienci o różnych gustach, potrzebach i wytycznych. Trendów we wnętrzach jest obecnie sporo, więc nie jesteśmy skazani na nudę. Oby ten trend licznych trendów się utrzymał!

 

7. Nie rzucaj się na głęboką wodę

Historia zna wiele przypadków, gdy osoby zupełnie bez doświadczenia w branży zakładały własne firmy i liczyły na to, że „jakoś” to będzie. Że projektowanie nie może być takie trudne. I, mówiąc wprost, uczyły się kosztem swoich pierwszych klientów. Jest to zjawisko, którego bardzo nie pochwalam, bo ilość błędów, jakie można zrobić w projekcie wnętrz to autentycznie tysiące. W efekcie ryzykujemy projekt, którego nie da się zrealizować, niezadowolonych klientów i pracujemy na złą reputację. Ain’t nobody needs this.

Jeśli właśnie kończysz studia lub jakiś kurs, prawdopodobnie masz absolutne podstawy. Przed tobą jeszcze bardzo wiele nauki. Zanim zaczniesz brać zlecenia do samodzielnego wykonania po pracy, zdobądź jak najwięcej doświadczenia w cudzych firmach. Wierz mi, że jeśli trafisz do sensownej firmy, która faktycznie uczy swoich pracowników – w pierwszy rok pracy nauczysz się więcej niż przez 5 lat studiów. To jest wiedza bezcenna, trudno dostępna i niezbędna do dalszego rozwoju.

Bądź więc osobą rozsądną i zamiast rzucać się na głęboką wodę i mieć nadzieję, że jakoś to będzie, podejdź do swojej kariery strategicznie. Najpierw nauka na uczelni/kursie. Potem nauka w pracy. Potem dopiero działasz samodzielnie. Ja zanim poczułam, że faktycznie ogarniam wszystkie aspekty projektowania w naprawdę zadowalającym stopniu, pracowałam na etacie w różnych firmach w sumie przez 3 lata. Dopiero po tym czasie dużo częściej odpowiadałam na cudze pytania niż zadawałam własne i rzadko kiedy mnie coś zaskakiwało. Daj sobie czas i zacznij podbijać świat, gdy będzie odpowiedni moment :)

 

O tym, jak wygląda praca architekta wnętrz możesz poczytać w dedykowanych wpisach: 
Część 1: proces projektowy.
Część 2: co poza projektami?
Część 3: własna pracownia

 

 

Agnieszka Konieczna

architekt wnętrz

Powróć do listy wpisów