No i spotykamy się kolejny raz w podsumowaniu kolejnego miesiąca zmagań z wykończeniem Nowego Domu Koniecznych. Właściwie poniżej opisuję zmagania z miesiąca czwartego i połowy piątego czyli cały okres od oficjalnego kupna domu do rozpoczęcia prac wykończeniowych. Powiem Wam, że działo się tyle rzeczy, głównie bardzo dużo zamówień – że pisząc ten wpis będę opierała się na mailach, przelewach i kalendarzu, by niczego nie ominąć. Bo odhaczonych tematów jest wreszcie sporo :)

 

1. Oficjalny zakup domu

Na początku miesiąca 4. udało nam się wyjaśnić błąd wykonany przez notariusza, który spowodował opóźnienie w wypłacie kredytu. Pisałam o tym po krótce w poprzednim wpisie o postępach w miesiącach drugim i trzecim. 10.09.2020 udało nam się oficjalnie odebrać klucze do domu od Sprzedawców. Nastąpiło to więc dokładnie 3,5 miesiąca (!) po podjęciu decyzji o kupnie. Dramat!

 

2. Zamknięcie wizualizacji

Po nieznacznych ostatecznych poprawkach wreszcie zamknęliśmy wizualizacje. Każdy architekt, który projektował dla siebie samego wie, że jest to cyrk na kółkach. Ciągłe zastanawianie się, czy da się lepiej, czy na pewno to dobrze wygląda, może gdzieś coś bardziej spektakularnego będzie tańsze. No i ta beznadziejna kwestia funkcjonalności i psoodporności, jakby człowiek miał za mało na głowie ;)

Komplet ostatecznych wizualizacji możecie znaleźć tutaj :) Jeśli chcecie zagrać w szukanie różnic w stosunku do wstępnych wizualizacji opublikowanych w poprzednim poście, to podpowiem, że największe zmiany zaszły w łazience na piętrze oraz w kuchni.

 

 

3. Rysunki wykonawcze – rzuty w skali 1:50 i widoki ścian + łazienki w skali 1:20

No i teraz pochylmy się nad beznadzieją tej sytuacji: Konieczna nie ma gdzie wcisnąć własnego projektu do kalendarza, bo jest pełny. Decyduje się go robić weekendami, dzięki czemu coraz bardziej upodabnia się do zombie. Ekipa ma wejść z początkiem października, a jest początek września – i dopiero z trudem zamyka wizualizacje. Jeszcze by tam grzebała z pół roku gdyby miała szansę. Ale czas zamknąć temat i udawać, że jest super. I brać się wreszcie do rysunków wykonawczych!!!

Rysunki powstały więc dużo później niż powinny były, ale wreszcie są. Przynajmniej te najważniejsze: więc najpierw rzuty. Zostały wysłane do ekipy w celu zrobienia wreszcie konkretnej wyceny robocizny. Potem jeszcze rysunki łazienek i widoki ścian, by można było obliczyć płytki czy sztukaterie do zamówień.

Nie będę Wam ich tutaj wklejać, bo są mało fascynujące, ale gdy się przeprowadzimy – projekt na pewno będzie w całości dostępny na stronie do pobrania jako projekt przykładowy.

 

4. Wycena robocizny

W tym miesiącu przyszła też wycena robocizny. Niestety mimo, że liczyłam swoje szacunki wg konkretnego cennika mojej zaufanej ekipy, wycena przyszła prawie 20 000zł wyższa niż te szacunki właśnie. Powtórzę: 20 000zł. Żeby być dokładniejszą:
– początkowo szacowałam kwoty typu 50-60 tys. zł (nie wiedząc jeszcze, co dokładnie znajdzie się w projekcie)
– po zamknięciu wizualizacji oszacowałam robociznę wg cennika ekipy idąc punkt po punkcie i wyszło mi 64 tys. zł
oficjalna wycena wyszła na 82 tys. zł i co gorsza nie zawierała wszystkiego, więc była duża szansa, że jeszcze sporo wzrośnie. Szacuję, że spokojnie doszłoby to do 90 tys. zł.

Dodatkowo szefowi ekipy zapomniało się, że umówiliśmy się na start z początkiem października, więc mimo, że mamy właśnie połowę miesiąca – dom stoi pusty. Połączenie tych dwóch czynników i faktu, że do szefa ekipy nie da się nigdy dodzwonić zadecydowały, że podjęłam decyzję o zatrudnieniu innej ekipy. Miałam farta, bo inna ekipa polecona mi przez zaufaną osobę właśnie ma przestoje ze swoimi budowami i może się zająć moim tematem natychmiastowo. Co prawda ciężko przewidzieć, ile im to zajmie, więc z wizją przeprowadzki w styczniu chyba możemy się pożegnać. Ale grunt, że wszystko idzie do przodu i zapowiada się dobrze. Wycena została oparta nie tylko o projekt, ale też o wizję na miejscu i wyniosła 72 tys. zł. I tak niemało, ale mam pewność, że ona nie urośnie dwukrotnie gdy tylko ekipa wejdzie na budowę, bo …już na niej była i wszystko widziała.

Co najważniejsze: ekipa startuje 19.10.2020 r. (czyli na start mamy 18 dni opóźnienia – bez dramatu, ale też nie idealnie :))

 

5. Szkic budżetu

Wraz z ostatecznym dopracowaniem wizualizacji na początku miesiąca (wreszcie!) mogłam ostatecznie rozpisać szkic budżetu. Tak jak pisałam w poprzednim poście, nasz budżet nieco żyje własnym życiem i jest to wina tego, że zwyczajnie na to pozwalamy. Pilnuję tego paradoksalnie dużo mniej niż przy projektach dla klientów… Nasz apetyt niestety rośnie w miarę jedzenia i w niektórych momentach stwierdzaliśmy po prostu “no dobra, kupmy to droższe” albo “zróbmy to droższe”. Trochę to jest chyba tak, że im bardziej elastyczny budżet, tym większa szansa, że napnie się go do granic możliwości ;) Ale na koniec dnia to i tak są problemy pierwszego świata ;)

Więc co na ten moment wiemy, że będzie kosztowało więcej niż początkowo szacowałam?

 

6. Zakupy bez specyfikacji?

Jak już mogliście przeczytać wyżej, generalnie na projekt miałam zdecydowanie za mało czasu. Tak dawno nie próbowałam pracować w weekendy, że zapomniałam, jak powoli idzie temat, gdy poświęcasz mu max. 1-2 dni w tygodniu. Ustalone dużo wcześniej terminy na rozpoczęcie realizacji goniły i w którymś momencie doświadczyłam jak to jest pracować 7 dni w tygodniu bez przerwy przez naprawdę długi czas. Wiedząc, że wiele zamawianych produktów i materiałów będzie miało odległe terminy, musiałam zabrać się do robienia zakupów zanim jeszcze powstała faktyczna lista wyposażenia. Czyli zanim doszłam do tego momentu w projekcie, że miałam na podstawie czego robić zakupy. Ale, mówiąc wprost, tyłek mi się palił i musiałam zrobić niemało zakupów z głowy. Nie polecam tego nikomu, kto nie jest absolutnie pod ścianą.

PS. W połowie miesiąca 5. powstała wreszcie specyfikacja ;)

 

7. Rabaty dla architekta i szukanie oszczędności

Byłam bardzo mile zaskoczona, że karta “jestem architektem” otwierała drzwi do dodatkowych rabatów w bardzo wielu miejscach. Niespodziewane zniżki otrzymałam na (i Wy też możecie o nie pytać):

Pozdrowienia dla przedstawicieli handlowych :)

 

8. Terminy realizacji a zamówienia

W niektórych momentach byłam mocno zaskoczona terminami realizacji zamówień, głównie negatywnie zaskoczona. Dotyczyło to:

 

9. Co konkretnie będzie czekać na budowie gdy wejdzie ekipa?

Już czekają: wyposażenie łazienek (zdecydowana większość), tapety, drzwi, klamki, część płytek.

Na ten moment w 100% wykonana jest instalacja paneli fotowoltaicznych oraz zrealizowany został I etap montażu klimatyzacji.

Dojdą wkrótce: pozostałe płytki, grzejniki, oświetlenie podtynkowe, sztukateria, farby.

Później: pozostałe lampy, karnisze, podłoga drewniana, parapety.

 

10. Projekt ogrodu?

Powiem Wam szczerze, że nie jest to coś, na co ja mam siłę. Ale Konieczny stwierdził, że chce mieć ładny ogród i zaczął szukać w tym celu projektanta. Wybrał kilka, spośród których szczerze mówiąc z trudem wybrałam jedną firmę, z którą rozpoczęliśmy konkretne rozmowy. Zaoowocowały tym, że w ostatnich dniach mieliśmy spotkanie z panią projektantką na miejscu. Pani pomierzyła działkę i podpytała nas o parę rzeczy. Niestety każde moje pytanie w stylu “ile w ogóle może kosztować realizacja projektu ogrodu?” lub “ile może kosztować zrobienie pergoli?” spotykało się z odpowiedzią “nie mam pojęcia”. Serio :) Gdy pytaliśmy o orientacyjne ceny płotów – to samo. Pani powiedziała, że podobno ceny realizacji ogrodów są cenowo porównywalne do cen realizacji wnętrz (za 1m2). To oznacza, że nasz niewielki ogród razem z kawałkiem obok domu i z wjazdem (w sumie ok. 200m2) kosztowałby tak z pół miliona złotych. PÓŁ MILIONA!!! To nawet nie jest zabawne. Nawet ja wiem, że ogrody tyle nie kosztują…

Tak więc jednak porzucimy co najmniej tymczasowo pomysł projektowania ogródka ;)

 

 

To tyle jeśli chodzi o moje zmagania z realizacją :) Mam nadzieję, że post będzie dla Ciebie jakkolwiek przydatny w walce z wykończeniem własnego domu czy mieszkania! :)

 

 

Średnia 5.0/5 From 6 votes.
Please wait...
Powróć do listy wpisów