No i wreszcie jest! Kolejny wpis z serii “Nowy dom Koniecznych”. Czekałam z nim długo, bo chciałam, by na budowie najpierw uzbierało się wystarczająco dużo postępów :) Ekipa wykończeniowa mimo wstępnych szacunków, że skończy prace do końca grudnia 2020 – działała jeszcze do kwietnia… Tak więc poniżej znajdziecie opis 4 miesięcy ich prac, zamówień, montaży. Obecnie na budowie działa stolarz ze swoimi meblami, więc w ramach serii pojawi się jeszcze 1 wpis relacjonujący właśnie montaże stolarza, przyjazd mebli robionych na zamówienie przez tapicera, montaż drzwi szklanych (na które wciąż czekamy) itd. Na koniec oczywiście powstanie sesja zdjęciowa z prawdziwego zdarzenia :)

W razie czego przypominam linki do poprzednich wpisów z serii: miesiąc 1 | miesiąc 2 i 3 | miesiąc 4 | miesiące 5-7

Tym razem postępy w pracach opiszę wg miesięcy, nie wg tygodni, bo po prostu szły bardzo wolno. 

 

1. Styczeń

Nowy rok rozpoczęliśmy rozmową o tym, czy uda się skończyć prace wykończeniowe z końcem stycznia (ha, ha, ha). Oprócz tego były próby wyboru ostatecznej firmy do wykonania drzwi szklanych, otrzymanie próbek stali w wykończeniu złotym, odwiedziny dwóch firm tapicerskich i wybór jednej z nich (kompletnie nie udało nam się znaleźć nic fajnego wśród gotowych sof, pisałam o tym w poprzednim wpisie).

Na budowie ostatnie oględziny elektryki i pozostałych zakończonych prac pod kątem zgodności z projektem, ciąg dalszy układania płytek, kończenie gładzi, początek klejenia sztukaterii, uzgodnienia dotyczące sposobu montażu balustrady na piętrze (szyna montażowa ukryta w większości w warstwie wylewki), montaż szyby prysznicowej zrobionej na zamówienie.

Próbki kolorów farb z Fluggera lądują na ścianach – wszystkie wychodzą bardziej intensywnie niż na próbniku NCS. Beż o czerwonym podtonie wychodzi jak pastelowy róż (na żywo jeszcze bardziej niż na zdjęciach). Zamawiam więc kolejne próbki. 

 

Drobne zamówienia: kratki wentylacyjne, odbojniki. Większe: lustra led robione na zamówienia do łazienki na piętrze. Pod koniec stycznia przychodzi zamówiona dawno temu brązowa ceramika do łazienki na górze, ale bez jednej umywalki. Na nią będzie trzeba czekać jeszcze ponad miesiąc. Na szczęście nie ma różnicy w odcieniach.

 

2. Luty

Zlecamy przelakierowanie grzejników dekoracyjnych (miały być białe, ale biel okazała się mocno zielona), ciąg dalszy rozmów z wykonawcami drzwi loftowych, zbieranie wycen blatu z konglomeratu do łazienki, wychodzi pomyłka z narożnikami sztukateryjnymi – przyszły tylko prawe, choć wzór przewiduje wersję prawą i lewą. Ogarnięcie w czym tkwi problem wywołało u niektórych oczopląs :) (ilustracja niżej) Ponieważ jest to jedna z tych rzeczy, których się nie odzobaczy – organizuję lewe narożniki i kleimy od nowa.

 

Zgłaszam do firmy szyjącej zasłony i firany swoją listę do wyceny. Przeglądam specyfikację i zamawiam te meble, które mają długi czas realizacji (np. hokery). Podejmujemy decyzje dotyczące tego, czy w meblach na zamówienie ostatecznie użyjemy forniru czy pójdziemy w tańsze laminaty drewnopodobne. Stolarz dostarcza próbki. Ostatecznie staje na fornirze szczotkowanym, lakierowanym na czarno. Wygląda bosko szczególnie na większych powierzchniach <3  Na ścianach wypróbowujemy kolejne próbki farb, prawie wszystkie z Fluggera wychodzą zbyt intensywnie. We Fluggerze dowiadujemy się, że to wina gładzi. Gładzie są z Fluggera… Ostatecznie udaje nam się wybrać kolor kawowy i kolor beżowy, który wygląda tak jak miał wyglądać. Zanim to się udaje wydajemy chyba z 700zł na próbki.

 

Na budowie trwa zabawa z klejeniem sztukaterii. Widzę w oczach wykonawców, że już ich mają serdecznie dość :) Zamawiam też wybrane wcześniej uchwyty meblowe (na wypadek, gdyby miały przyjść bardzo późno) oraz lampy punktowe. Pod koniec lutego przyjeżdżają lustra ledowe, obydwa stłuczone. Na szczęście upieram się na obejrzenie ich w obecności kuriera (który zapiera się, że są tak zapakowane, że nie miały prawa się uszkodzić), więc od razu wracają do producenta.

Wstępnie wybrana firma do wykonania ścianki loftowej wysyła wzór umowy, która chyba w każdy możliwy sposób jest nieakceptowalna. Mam ochotę poddać się z tą ścianką szklaną i w ogóle jej nie robić. Na tapecie zostaje ostatnia firma, na którą się ostatecznie decydujemy. Termin realizacji mają na połowię kwietnia, no ale nie mamy innego wyboru, niż się zgodzić. Cena też nieszczególnie niska, ale jeszcze do przeżycia. 

Zaczynamy dobieranie i wyceny AGD do kuchni. Na koniec lutego stolarz wchodzi na pierwszy pomiar, a wykonawcy z Bel-polu rozpoczynają montaż podłogi drewnianej. Już wkrótce się okaże, że ten montaż pozostawia dużo do życzenia.

 

3. Marzec

Co się dzieje na budowie? Przede wszystkim montaż podłogi przez podwykonawców Bel-polu i jego reklamacja. Na początku montażu ustalamy chęć wykończenia styków drewna i płytek silikonem i takie samo wykończenie w oknach. Po fakcie okazuje się, że wykonawca zrobił sporo większe szpary i można co najwyżej użyć korka lub ćwierćwałków (w oknach). Docięcie linii podłogi drewnianej w drzwiach (styk z płytkami) jest trochę krzywe, w oknach jest ultra krzywe, szpary są miejscami bardzo szerokie. Podłoga jest klejona, więc skorygowanie czegokolwiek nie jest łatwe. Oprócz tego konkretne deski są czasem trochę wyżej, trochę niżej, szpary pomiędzy nimi miejscami dość mocno rzucają się w oczy jako szersze niż powinny być.

Prosimy o przyjazd eksperta z Bel-polu, by ocenił, czy ten montaż mieści się w normach oraz co i jak należy poprawić. Nie jestem obecna przy tej wizycie ze względu na chorobę, ale przez telefon ustalamy sporo poprawek. Ekspert ma mi wysłać maila ze szczegółowym podsumowaniem po sprawdzeniu norm dotyczących tej konkretnej podłogi. Maila w pełnej wersji nigdy nie dostaję mimo kilkukrotnego przypominania się.

Montażysta podłogi wprowadza poprawki (wyrównuje docinki w oknach, wyrównuje i przygotowuje przejścia w drzwiach pod korek, wypełnia co większe szpary pomiędzy deskami). Jest lepiej, ale wciąż bez szału. Korek w drzwiach jest krzywo i na wysokość, i na szerokość. Nie wygląda to najlepiej. Po długich rozmowach z Bel-polem udaje mi się zrezygnować z montażu podłogi na parterze i ustalić zwrot części ceny za montaż. Okazuje się jednak, że muszę ten zwrot ustalić z wykonawcą (na szczęście póki co jest bardzo współpracujący), bo pomimo wcześniejszych deklaracji, że wykonawca otrzymuje zapłatę za montaż dopiero po moim podpisaniu odbioru – tym razem dostał ją w trakcie trwania reklamacji. Całość sytuacji trwała chyba z 7-8 tygodni. Montaż podłogi drewnianej na parterze oraz drugą turę poprawek na piętrze zrobili/zrobią już moi wykonawcy. 

 

Na budowie zaczyna się też malowanie sufitów i ścian. Pojawia się prośba od wykonawcy, by dokupić czarnej farby. Drugie tyle. Ok, dokupuję. Potem prośba o dokupienie białej farby, też drugie tyle. Pytam o co kaman. Okazuje się, że zabraknie wszystkich kolorów. Na tym etapie na farby poszło 3600zł + sporo na próbki. I to tylko dlatego, że dostałam jakiś rabat dla architekta. Proszę wykonawcę o podliczenie powierzchni pod malowanie – bo być może pomyliłam się w swoich obliczeniach. Nie pomyliłam się. Dzwonię do Fluggera, który wyceniał farby wg podanych powierzchni i informacji, żeby doliczyć extra zapas ze względu na duże ilości sztukaterii. Słyszę w słuchawce, że ilości w ofercie zostały na 100% obliczone prawidłowo. Pytam, dlaczego w takim razie aż tyle może zabraknąć? Słyszę, że moi wykonawcy nie potrafią malować lub ukradli farby.

Cieszę się, że to była rozmowa telefoniczna, a nie rozmowa na żywo, bo nie wiem czy bym nad sobą zapanowała gdyby ktoś mi to powiedział w twarz. Nie robiłam przez telefon awantury, postanowiłam poszukać kontaktu do kogoś bardziej kompetentnego, by wyjaśnić sprawę. Udało mi się porozmawiać z doradcą technicznym, który zadeklarował, że różnica w zapotrzebowaniu farby wynika z tego, że w ofercie zostały uwzględnione płaskie ściany, a my malowaliśmy też sztukaterię. Poinformowałam, że do wyceny dawałam znać o dodatkowej ilości pod sztukaterię. W odpowiedzi otrzymałam deklarację, że zadzwoni do mnie kierowniczka oddziału, by zaproponować jakieś przeprosiny/zadośćuczynienie (?). Do dzisiaj nikt się do mnie nie odezwał, choć przypominałam się 2 razy.

Dałam wykonawcy zielone światło na samodzielne dokupowanie farby wg zapotrzebowania na mój koszt, żebym nie musiała już sama mieć do czynienia z przedstawicielami Fluggera. 

Oprócz tego w marcu:

Zamawiam biokominek portalowy, bo producent deklaruje dość długi czas realizacji. Biokominek przychodzi niedomalowany w paru miejscach, zgłaszam reklamację, kolejny ma przyjść na początku kwietnia. Ponieważ założyłam spory zapas czasowy to mi to nie przeszkadza. Na początku kwietnia przychodzi drugi kominek, też niedomalowany, w innych miejscach. Nie zgłaszam już reklamacji, bo nie chcę czekać kolejnego miesiąca bez gwarancji lepszej sztuki, szczególnie że niedomalowanie nie rzuca się bardzo mocno w oczy.

Składam zamówienie na AGD, jego montaż będzie później, ale stolarz potrzebuje listy konkretnych sprzętów ze względu na wymiary. Największy problem sprawia zamrażalnik podblatowy do zabudowy (mamy osobno wysoką lodówkę i zamrażalnik jako odrębne urządzenie). Wybór jest bardzo mały, a żaden producent nie jest w stanie udzielić mi informacji na ile stopni musi otworzyć się front, by wewnętrzne szuflady mogły się wysunąć. Jest to istotne ze względu na lokalizację zamrażalnika przy ścianie. Okazuje się na szczęście, że znajoma ma identyczny model, jaki ja rozważałam – i spokojnie starczy 90 stopni do wysunięcia szuflad :)

Postępy na budowie:

Wszystkie płytki ułożone, również te na schodach. Sztukaterie w większości przyklejone, sufity pomalowane, ściany w trakcie. Montaż tapet oraz lamp sufitowych. Rozpoczynam zamówienia większości mebli gotowych, których czas realizacji to przeważnie kilka tygodni. Wolę, by czekały już na swoją kolej w garażu na wypadek konieczności składania jakichś czasochłonnych reklamacji. Okazuje się to pomocne, bo stół za prawie 4000zł przyjeżdża uszkodzony i musimy go odesłać. Westwing daje popis proponując zamiast wysyłki nowego, nieuszkodzonego stołu – bon do sklepu o wartości 400zł. Ciśnienie mi się podnosi, ale w końcu po paru mailach udaje mi się ustalić wysyłkę nowego stołu. Jakiś czas później przyjeżdża prawdopodobnie ten sam, ale naprawiony. Lepsze to, niż bon na 400zł…

Tymczasem stolarz montuje szafki dolne w kuchni oraz szafkę poumywalkową w łazience, by umożliwić pomiary pod blaty z granitu i konglomeratu. Hoder przyjeżdża na pomiary jeszcze w tym samym miesiącu, w projekcie proponują przesunięcie umywalki (nie wiem czemu) i blaty wystające poza granicę mebla. Udaje mi się to na szczęście bez problemu skorygować. 

Pod koniec marca okazuje się też, że przewidywanie pierwotnie na kwotę 20 000zł materiały budowlane jednak tyle nie będą kosztować. Bo wykonawcy wydali już prawie 40 000zł i jeszcze mają listę rzeczy do kupienia. Zaczyna się nieprzyjemna sytuacja i szukanie rozbieżności w przedstawionej liście zakupionych elementów. Rozbieżności jest sporo, na liście jest przykładowo 7km taśm różnego rodzaju. Siedem kilometrów. Jakiś miesiąc później otrzymuję informację, że osoba, która miała być odpowiedzialna za rzetelne przypisywanie danych zakupów do danej budowy popełniła błędy i częściowo na naszej liście znalazły się cudze zakupy. Do dziś nie wiem ile ostatecznie będę musiała zapłacić za materiały budowlane. Na koniec współpracy mamy do tego usiąść i coś wynegocjować.

Pod kątem zamówień w marcu wychodzi parę kwestii. Dokupujemy trochę osprzętu, zgłaszamy reklamację jakichś pojedynczych lamp. Zamawiam też syfon do wanny ze złotym korkiem oraz przedłużki do syfonów podumywalkowych do łazienki na piętrze. Przychodzą lustra ledowe, tym razem na szczęście w jednym kawałku :) Szklarze robią pomiary pod balustradę szklaną, której montaż jeszcze trochę poczeka na swoją kolej ze względu na konieczność wnoszenia po schodach dużych mebli przez stolarza i tapicera. 

 

4. Kwiecień

W kwietniu spotykamy się z wykonawcą firan, zasłon, rolety rzymskiej i żaluzji drewnianych. Przyjeżdża do nas z Warszawy na pomiar :) Wykonawcy kończą działać z montażem tapet, malowaniem ścian i sufitów, montażem niektórych lamp i osprzętu. Na parterze też zostaje położona nieszczęsna podłoga drewniana, która na szczęście wychodzi bardzo dobrze :) Wykonawcy oddają budowę stolarzowi, który do końca kwietnia montuje większość mebli na zamówienie. Zwykle wymagają one jeszcze zamontowania frontów, ale sporo już widać. Hoder montuje blaty granitowe i z konglomeratu, które wychodzą przepięknie! Pod koniec miesiąca przyjeżdża tapicer z sofą i łóżkiem. Wszystko wygląda obiecująco :)

Z większych rzeczy czekamy jeszcze na drzwi loftowe, które mimo umówienia na połowę kwietnia opóźniają się ze względu na Covid. Po zakończeniu montażu przez stolarza nastąpi ostateczne naprawianie i malowanie ścian, montaż listew przypodłogowych, montaż ostatnich lamp i osprzętu, montaż balustrady i luster przez szklarza. Jesteśmy więc na ostatniej prostej :) Na dzień dzisiejszy stan Nowego Domu Koniecznych wygląda tak:

 

Trzymajcie kciuki na rychłe i udane zakończenie całości! :) Dajcie też znać, czy mieliście podobne przeboje z wykonawcami lub producentami.

Agnieszka Konieczna

architekt wnętrz

Powróć do listy wpisów